EICMA 2018 – targi motocyklowe

Targi motocyklowe EICMA w Mediolanie, dokładnie 76 edycja od roku 1914. W 2018-tym to 100 000 metrów kwadratowych motocyklowej dżungli, w której było wszystko, o czym pomyślisz motocyklowym. Wiedziałem, że jadę na spore święto motocyklowe, ale jego rozmiary zdziwiły mnie tak samo, jak za pierwszym razem liczba ludzi na MotoGP w Brnie. Od stoisk podobnych do Motobazaru w Sosnowcu do małych miasteczek poświęconych konkretnej marce. Było wszystko, dla każdego.

Pierwsze co miałem w głowie myśląc o tej motocyklowej mekce to ‚nowości’ ale, że taki mają rozmach… W tym roku było w sumie około 700 producentów i przerozmaitej maści wystawców. Tłumy ludzi o różnym natężeniu, zawody, drift, miejsce do jazd testowych na (motocyklach) elektrycznych, premiery motocykli i oczywiście prezentująca to wszystko płeć piękna.

Pierwsza nazwa, jaka pojawiła się moim oczom to China. I było jej sporo, ale w tym bardzo dobrym wydaniu. Coś jak Xiaomi tylko motocyklowe. Niestety producenci z Chin podeszli do tematu EICMA jak… do tematu kolejnych targów, a nie motocyklowego show gdzie ruszają się piękne, damskie pośladki i produkty aż krzyczą, żeby je dotknąć, czy poświecić im chwilę. Ich stoiska choć estetyczne, to jednak świeciły pustkami. Show ukradli najwięksi.

Yamaha T7 Premiera

Widziałem, siedziałem, dotykałem. Motocykl, dzięki któremu dowiedziałem się o EICMA i który chciałem zobaczyć najbardziej. Dobrze wyglądający sprzęt, który niestety Yamaha spaliła. Zawiodła z czasem oczekiwania (prezentacja prototypu była lata temu i trzeba będzie na nią jeszcze na nią sporo czekać), nawijaniem marketingowym (któremu muszę przyznać, że trochę się poddałem) i specyfiką, którą Yamaha reklamuje jako 100% offroad – są to słowa z oficjalnej prezentacji tego modelu (jednocześnie mówiąc, że jest to moto do jazdy dookoła globusa) Panie, a po asfalcie to w ogóle jedzie?! Czy to z automatu wynika?! Gdzieś marketingowcom z Japonii ‘trochę’ się plan rozjechał.
Szybko się z niej wyleczyłem, trochę za sprawą pewnej mniejszej ślicznotki.

yamaha t7

yamaha t7

yamaha t7

Honda CRF450 Rally

Małe jest piękne, właściwie to średnie (o małych będzie później). Patrząc na to moto i jego przeznaczenie miałem wrażenie, że jest to bardzo dobrze wykonany i przemyślany motocykl. Czy nadaje się na długie podróże? Ludzie już cisną na mniejszych modelach 250cc i nikt nie narzeka – czyli daje radę. 60-70 tyś. km w mieszanych warunkach to wymiana oleju, zębatek, łańcucha, płynów. Zdecydowanie ukradnie większość klientów T7 mimo mniejszej pojemności. Czy 450cc to mało? Zależy do czego, ja zawsze celowałem w 1000 lub więcej, a tutaj… takie coś mnie bezczelnie kupiło. Nie można nie wspomnieć przy okazji o CB500X – równie dobrze wyglądającym turystycznym enduro niższej klasy (może bardziej klasa ‚drogowe enduro’).

honda crf 450 rally

honda crf 450 rally

cb500x

Klasyka i custom – czyli znowu Honda

Nie spodziewałem się spotkać w takim miejscu swojego świetego grala. Honda NR750 – pierwszy raz miałem okazję zobaczyć ten motocykl na żywo. Nie wiem, jaką pokutę będę musiał odmówić za spędzenie z nią tak małej ilości czasu. Możliwe, że była to jedyna okazja w moim życiu. Jest niepowtarzalna, jest tak wyczesana, jak Kierek na lato. Na żywo wygląda jeszcze lepiej niż na zdjęciach. Poza tym można było spotkać trochę klasycznych maszyn, trochę cafe no i HD, na którego stanowisku najbardziej zainteresowała mnie… drewniana podłoga. Customów stało trochę porozrzucanych po różnych stanowiskach i były świetnie zrobione. Bardziej reklamowały dany produkt, niż były reklamą samych siebie.

Honda NR750

125cc!

Nie spodziewałem się, że kolejnym motocyklem, który zostanie mi w głowie będzie miał taką szaloną pojemność. Honda (znowu Honda!) zaprezentowała estetyczne, zgrabne, świetnie wyglądające turystyczne enduro! Tak wiem, ta pojemność i turystyka pasują raczej średnio. A jeszcze trzeba w ten teren jakoś dojechać! Pomijając wszystkie za i przeciw – moto wygląda rewelacyjnie. Rynek 125cc idzie do przodu, jeśli Honda szybko wypuści nowy model na rynek to ma szanse na dużą liczbę klientów. Pełnowymiarowe moto, którego nie trzeba się wstydzić. 125cc zyskuje wiele zwolenników (może bardziej użytkowników) po ostatnich zmianach w polskim prawie. Niektóre wyglądają naprawdę dobrze. To już nie jest mały silnik wrzucony do ramy, w której poza nim szaleje pustka.

honda CB125X

Elektryczne (motocykle)

Motocykl to silnik, silnik to tłoki, tłoki są w cylindrach, z cylindrów wylatują spaliny – i to jest nierozłączna część motocykla. Dla mnie zawsze tak będzie. Ale pokolenia się zmieniają, technika mknie to przodu i pojazdy elektryczne coraz częściej pojawiają się na drogach. Kolejna generacja dwóch kółek, które czy nam się to podoba, czy nie, będą coraz częstszym widokiem na drogach. I nie będą to tylko skutery. Pojawiło się kilku producentów, którzy zaprezentowali sprzęty o bardzo przyzwoitych parametrach. Może Kymco SuperNEX  (Kymco, skuter z Auchan, to są jakieś jajca!) – od 0 do 250km/h w 10.09s!
Tylko jak ten garaż przyszłości będzie wyglądać? Kompresor do napierdzenia w oponki, komputer i ładowarka? Na MotoGP tylko szum opon będzie słychać?

MotoGP

Honda, Yamaha, Suzuki, Ducatti, KTM – wszystko możliwe do zobaczenia. Technologie, które są tam zastosowane wybiegają daleko w przyszłość (chociaż czasami pojawiają się w limitowanych edycjach). Przejść koło moto 93 i rzucić tylko polskie ‚Q!@#aaaa (ale jednak Mistrz Świata ci się należy)’ i stanąć koło 46 i nadal wierzyć będąc wkręcony w ten temat – bezcenne.

Zdjęcie na położonym motocyklu Marca Marqueza – nie skorzystałem bo… byłem w koszulce Rossiego i chyba nie wyszedłbym cało z tego pomieszczenia 🙂

valentino rossi

marc marquez eicma 2018

ducati dovizioso

EICMA 2019?

Czy pojadę w przyszłym roku? Jeśli będzie taka możliwość to tak, ale na minimum dwa dni. Jeden dzień to bieganie po stoiskach i wiele kompromisów pomiędzy tym, co chcesz zobaczyć i co faktycznie ci się uda dotknąć. Światowej rangi impreza, na której żaden miłośnik dwóch kółek nie będzie się nudzić. Przeszedłem ponad 10 kilometrów w kolejnych halach, widząc może 70% wszystkiego i korzystając z ok. 20% dostępnych ‚atrakcji’ w 6 godzin. Polecam!

0 komentarzy

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *