Custom Days 2018 Przywidz

Impreza, która wpadła mi na Facebooku i którą musiałem odwiedzić. Szczególnie teraz, kiedy przeprowadziłem się na pomorze. Niestety nie udało się jej zrobić na moto ale i tak było zacnie mimo krótkiego pobytu. Można powiedzieć, że byliśmy tam przelotem i kodowałem wszystko co widziałem. A było co kodować!

Od początku. Impreza miała miejsce w dniach 14-15 kwietnia 2018 i była zorganizowana przez Cafe Racer Club Poland w Przywidzu (pomorskie).
Przyjechaliśmy z Zuzią w sobotę, około południa. Ilość motocykli na parkingu rosła w szybkim tempie. Mix wszystkiego co możesz sobie wyobrazić.

Nie wiem czy tego się spodziewałem – byłem bardziej nastawiony na ogromną ilość przerobionych moto i ludzi, którzy je zrobili i są w zasięgu ręki, nieopodal swoich maszyn. Nie oznacza to, że nie było pozytywnie – przeciwnie!
Klimatyczne soki, jedzenie, fryzjer pod chmurką (czegoś takiego nie widziałem wcześniej) i sala w jakiej zastałem same moto-piękności. Każdy inny, każdy indywidualny. Jeśli szóstka w totka jest mi pisana, to chciałbym wejść do takiego pomieszczenie i powiedzieć – poproszę wszystkie!
Lubię w indywidualnych projektach szukać czegoś, co reprezentuje właściciela. Ślepiąc na kolejne moto przez dłuższą chwilę można dostrzec szczegóły, które normalnie uciekają. Było na co popatrzeć i na czym się zawiesić!

Zwolennikiem choperowych czaszek i chromów nie jestem (z kuframi pirackimi na bagażnikach włącznie), ale niektóre egzemplarze były zacne. Było wszystko – od zabytków, które zawsze budzą emocje, przez customy do nowoczesnych sprzętów. No i ten wyścig! Ale o nim za chwilę.

Pamiętajmy, że słowo ‚standard’ kilkadziesiąt lat do tyłu nie oznaczało ABS, TSC, ledowych świateł itd – standard dawniej to dwa koła, kierownica, siedzenie, silnik. To w zabytkowych motocyklach czyni je indywidualnymi. Ich twórcy okrywali to, co czasami się sprawdzało i przetrwało, czasami poszło w zapomnienie. I takie właśnie sprzęty również pojawiły się Custom Days – rewelacja! Bez nich, ta impreza byłaby… niekompletna.

Customy – czyli to, czemu ta impreza była poświęcona. Uhhhhh. Absolutnym rarytasem był projekt WATKINS M001  z Gdańska, który budzi skrajne emocje. O nim będzie osobny artykuł. Bez wątpienia zobaczyć na żywo projekt znany na świecie… te detale, technologie – wow! Ale moim zdaniem nie przyćmił pozostałych projektów, które były bez wątpienia fantastyczne! Patrzysz i chcesz je mieć. Uczucie przy oglądaniu kolejnych motocykli można porównać do Nagiego Instynktu i sceny z Claudią. Patrzysz, wiesz, że nie będzie Twoje ale w marzeniach już na tym jeździsz i to uczucie musi być i jest w tym momencie wystarczające 🙂 Gębę zbierasz z podłogi po zmianie scenerii. Przynajmniej na mnie tak to działa.
Absolutnie fantastyczne egzemplarze przerobionych motocykli, które pokazywały pomysł, jak i charakter właścicieli. Te, które były w ciągłym użytku były tak samo dobre jak te, które swoje życie spędzą w ich salonie. Jedne i drugie są tak samo właściwe i poprawne. Mega!

Kolejna sceneria – wyścig. Pierwszy raz widziałem co takiego na oczy! To, o czym pomyślałem idąc do miejsca, skąd dochodziły dźwięki silników było – #@#wa jak te żywe konie i Ci ludzie, którzy na nich siedzą dostaną odpału od ryku motocykli to Custom Days będzie na pierwszej stronie Dziennika Bałtyckiego! Studzę – nic takiego się nie stało, czyli wszystko szło wg. planu organizatorów. Chociaż mnie zabolało razem z tym gościem, który akurat (chyba) nie tak skoczył przez przeszkodę i spadł centralnie na przyrodzenie. Uczucie porównywalne do tego, co myślisz po oglądnięciu do końca ‚słoik w d@#ie’.
Wyścig – bo temu jest poświęcony ten akapit! Budynek / szopa gdzie konie po piachu zapierdzielają (chyba) jak zimno i pada. Ceglane ściany i kupa piachu w środku. Pośrodku vintage kobita, która dała radę! Wyglądała świetnie z flagą w kratę! Do tego pasująca do epoki lepiej niż mamut w Epoce Lodowcowej.
Mieliśmy okazję zobaczyć kwalifikację – ludzie ścigający się na różnych maszynach, po piachu, robiąc kolejne okrążenia. Ubrani mega fajnie, z dawką bardzo pozytywnej rywalizacji. Tej, moim zdaniem ostatnio brakuje w MotoGP.
Kurz, piach, emocje – co za temat! Polecam!

Nie byłem na Custom Days każdego dnia, nie widziałem finału wyścigów, do tej pory zastanawiam się, dlaczego nie zagłosowałem na żaden projekt. Może dlatego, że wszystkie były zaje@#$te. Jeśli lubisz motocykle i Twój punkt widzenia nie sprowadza się do tego, czym jeździsz, to impreza zdecydowanie dla Ciebie. Warto porównać to, co mamy pod tyłkiem do tego, co było dziesiąt lat temu i jest naprawdę cool – tak samo w oryginale, jak i przerobione z gustem i oczekiwaniami.

Po więcej foto zapraszam na profil Macieja Bejma, strona samego wydarzenia tutaj i kilka moich zdjęć poniżej.

0 komentarzy

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *